Pielgrzymka Włostowskich parafian do Wilna.

18. lipca 2016 r. parafianie włostowscy wraz ze swoim proboszczem ks. Pawłem Golińskim po uczestnictwie w porannej Mszy św. wyruszyli na pielgrzymkę do Wilna. Dopisała pogoda i wyśmienite humory. Dla wielu uczestników była to podróż życia, spełnienie marzeń. Pielgrzymka została zorganizowana staraniem obecnego proboszcza, pracującego w przeszłości przez 16 lat na Białorusi. Podróż przebiegała w radosnej atmosferze, pełnej wspólnych modlitw i śpiewu pieśni religijnych ale i świeckich.
Po przekroczeniu granicy ujrzeliśmy krainę piękną, lecz wydawać by się mogło opuszczoną, rzadko dostrzegaliśmy ludzkie siedziby. Ogromne połacie ziemi zajmowały ugory, przeplatane jednakże pięknymi łanami zboża. Nieliczne zabudowania były zniszczone, przypominające niegdyś powojenne w Polsce, w miarę zbliżania się do Wilna było ich coraz więcej. Krajobraz podziwiany z okien autokaru zdominowały dziewicze lasy i liczne jeziora.
Późnym wieczorem, po dwunastu godzinach jazdy zmęczeni, ale szczęśliwi zameldowaliśmy się w domu pielgrzyma przy kościele garnizonowym i udaliśmy się na spoczynek. Kolejnego dnia Wilno powitało nas piękną pogodą i soczystą zielenią drzew. Od razu zauroczyło nas miasto wielkich wieszczów, pełne kontrastów, lecz systematycznie odrestaurowywane, bogate w świątynie i inne monumentalne budynki, nasycone polskimi akcentami. Doczekawszy spotkania z miłosierną Matką ,,która w Ostrobramskiej świeci bramie” mogliśmy cieszyć się obecnością w tak wspaniałym i niezwykłym miejscu. Wpatrzeni w cudami słynący obraz uczestniczyliśmy we mszy św., którą odprawił nasz proboszcz.
Kolejne bezcenne duchowe doznanie stanowiła wizyta w domu zakonnym, gdzie przez trzy lata przebywała św. siostra Faustyna Kowalska. Każdy w sercu zanotował dozanaie płynące z przebywania w pokoju, gdzie ukazywał się siostrze Pan Jezus Miłosierny i gdzie ta skromna łączniczka zapisywała jego słowa w słynnym dziś dzienniczku. Tutaj również poznała modlitwę – koronkę do Bożego Miłosierdzia, którą potem przekazano także nam. Wspaniała Pani przewodnik przybliżyła nam historię pobytu świętej w tym miejscu, opowiedziała o głębokiej pobożności i wsparciu, jakie uzyskiwała od bł. ks. Michała Sopoćki. Odwiedziliśmy również kościół, gdzie duchowny będący oparciem dla św. Faustyny pracował, a także celę, gdzie znakomity malarz dzięki duchowej współpracy z siostrą przeniósł tak osobistą wizję Faustyny na płótno, tworząc znany dziś na całym świecie wizerunek Jezusa Miłosiernego.
Także historię miasta przybliżyła nam wspaniała pani przewodnik, której przodkowie byli Polakami. Udaliśmy się na wileński cmentarz Rosa, położony na ogromnym pagórkowatym terenie (12 ha) porośniętym drzewami, tak inny niż polskie cmentarze, a jednocześnie tak polski. Nostalgiczną wędrówkę wśród grobowców rozpoczęliśmy od mogiły Józefa Piłsudskiego, do której przylegają grobowce zawsze wiernych legionistów. Kiedyś tak piękne kamienne figury nagrobne naznaczone są dziś wieloletnim zaniedbaniem, brakiem szacunku ze strony władz. Lekceważący stosunek rządzących do miejsca wiecznego spoczynku wyrażały plany poprowadzenia przez cmentarz autostrady - na szczęście niezrealizowane. Polska społeczność z trudem, lecz niestrudzenie ratuje przed niszczącym działaniem czasu kolejne figury nagrobne. Na spoczynek udawaliśmy się zmęczeni ale bogatsi o kolejne duchowe przeżycia.
Kolejnego dnia zwiedzaliśmy zamek w Trokach, dawną siedzibę księcia Witolda. Przepiękne jeziora ukształtowane tysiące lat temu przez lodowiec powitały nas czystą wodą i chłodnym wiatrem, który jednak dodawał uroku rejsowi statkiem, na który udaliśmy się po jednym z jezior. Następnie odwiedziliśmy kościół Matki Bożej Trockiej, w którego ołtarzu znajduje się cudowny obraz Matki, jako pierwszy w kraju otrzymał on papieskie korony. W Trokach naszą uwagę przyciągały ciągnące się po obu stronach ulicy kolorowe domki, frontową ścianę każdego z nich zdobiły trzy okna. Domy zamieszkują przedstawiciele społeczności karaimskiej, coraz mniej licznej i bardzo zamkniętej, ale wciąż w niezłomny sposób wiernej swej kulturze, sobie tylko właściwej wierze i historii zapoczątkowanej przez samego księcia Witolda, który sprowadził to Karaimów z Krymu. Szacunek do władcy po kilkuset latach wyraża się chociażby w obecności trzech okien: ,,jedno okno dla Boga, jedno dla Księcia Witolda, jedno dla Gospodarza”. W Trokach mogliśmy spróbować pysznego miejscowego przysmaku – kibinów, czyli zapiekanych pierogów z nadzieniem mięsnym podawanych z bulionem.
Po powrocie do Wilna udaliśmy się do kościoła pw. Świętego Ducha, gdzie uczestniczyliśmy we mszy św., wysłuchując kazania naszego księdza proboszcza. Mieliśmy okazję pomodlić się do św. Michała Archanioła, którego święty wizerunek właśnie peregrynował na Litwie. Razem z miejscowymi wiernymi pożegnaliśmy go uroczyście. Jakże wielkim zaskoczeniem było spotkanie z zaprzyjaźnionym księdzem ze zgromadzenia Michalitów, który jest kustoszem figury. Przez wiele lat ten kapłan wraz z braćmi zakonnymi i pątnikami gościł we Włostowie podczas corocznej pielgrzymki do Miejsca Piastowego. Wielkim zaszczytem było usłyszeć od niego podziękowania dla włostowskiej parafii. Obok kościoła znajduje się kaplica kryjąca skarb – oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego. W kaplicy tej adoracja Pana Jezusa trwa nieprzerwanie przez całą dobę. Pobyt w tym miejscu był dla nas ogromnym przeżyciem.
W Wilnie podjęliśmy trudne wyzwanie – wyprawę na Wzgórze Trzech Krzyży. Na szczycie, pod monumentalnymi figurami krzyży poznaliśmy historię człowieka, któremu Bóg powierzył misję i który wyzwanie podjął, co więcej przekonał się, że Boża pomoc jest wszechmocna i choć nie jest to łatwe, zaufanie Bogu zawsze procentuje. Podczas podróży po litewskim kraju odwiedziliśmy miejsce kaźni Polaków i Żydów dokonanej przez Sowietów. Pomodliliśmy się za dusze pomordowanych w bestialski sposób niewinnych, o których pamięć wciąż jest żywa, ale nie doczekali się oni godnego i powszechnego udokumentowania ich tragicznego losu.
Już w Polsce klęknęliśmy przed Bogiem w kościele w Sokółce. Gdzie indziej tak namacalnie można doświadczyć tajemnicy Eucharystii jesli nie w miejscu cudu eucharystycznego? Tutaj opłatek Hostii zabarwił się na czerwono, badania wykazały, że malutka plamka to w rzeczywistości fragment mięśnia sercowego człowieka w agonii. Modlitwa przed cudowną Hostią porusza nawet zatwardziałe serca, oto niepjęte staje się rzeczywiste, malutki biały opłatek staje się prawdziwym ciałem Chrystusa. Bóg przypomniał nam o swej prawdziwej obecności w chlebie eucharystycznym, przyjmowanym codziennie w tysiącach kościołów na całym świecie. Możliwość przebywania z Bogiem tak bardzo obecnym, tak ludziom oddanym dla nas wszystkich była doświadczeniem bezcennym i bez precedensu w historii wiary każdego z nas.
W poróż powrotną wybraliśmy się odmienieni. Przede wszystkim wdzięczni Bogu i księdzu proboszczowi za wyrwanie nas z ram codzienności i możliwość budowania bogatszego życia duchowego. Za umocnienie wiary, niezwykłe wewnętrzne przeżycia, za spotkania z ,,Matką, która wszystkich rozumie”. Powróciliśmy bogatsi o wspaniałe doznania estetyczne a także z nową siłą, gotowi nieść przesłanie o wierze, nadziei i miłości, którym zawsze warto być wiernym.
Tekst: B.B.
Fot: B.B.
Webmaster: karolus-79@o2.pl